niedziela, 27 kwietnia 2014

Klątwa Elizabeth-Prolog

 Sul sul,
Obiecany pierwszy odcinek (a dokładniej prologu) Klątwy Elizabeth już jest! Historia Miji opowiadającej o siostrach, Paulin i Victorii, które wyjechały na wakacje do Isla Paradiso w pięciu gwiazdkowym hotelu i... Jednak co będę gadać, zapraszam do czytania.

Uwaga! Nie ponoszę żadnej odpowiedzialności za: błędy interpunkcyjne, ortograficzne i fabularne. Nic nie zmieniałam w historii. Niektóre treści mogą być nieodpowiednie dla osób młodszych. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Wróciłam do domu. Byłam strasznie zła. Straciłam pracę, chłopak mnie rzucił i do tego miałam problemy finansowe. Dobrze, że Victoria przyjechała. Co z tego, że jest młodsza? Jej to się wszystko udawało. Jest ładniejsza, chodzi na studia, dostaje stypendium, ma wielu chłopaków, że już nie ogarniam z kim chodzi, ma otworzoną przyszłość jako naukowiec jakiś tam co się zajmuję bakteriami, biolog? Nieważne. Ja nic nie potrafię. Usiadłam na kanapie, włączyłam telewizję i zaczęłam oglądać jakiś serial. Nie zauważyłam jak Vica siada koło mnie i wyłącza telewizje.
-Dobra, powiedz co się stało. Kończysz dopiero za cztery godziny. A ja prosiłam, by mi nie przeszkadzano w pisaniu pracy na studia.
-Sorry Vica, mam okropny dzień. Zwolnili mnie już trzeci raz w tym roku. Teraz nie znajdę na pewno pracy na wakacje!
-Ile mam ci mówić, że ja mam kasę i ci dam.
-A ja mówiłam, że jej nie chce.
-Dobra, dobra. Wiesz co ci powiem. Idziemy na zakupy. To ci poprawi humor i pozbędziemy się twoich szmat, zaczniemy od tej bluzki.
-Co ci się nie podoba w niej? Kupiłam ją za grosze w tanim sklepie odzieżowym.
Nie chciała mnie słuchać. Poszliśmy do galerii handlowej w centrum. Mają tam super sklepy, ale jest drogo. Znaleźliśmy fajny sklep Rzeczy na Miarę, od razu mnie tam zaciągnęła. Znaleźliśmy wolny przydział.
-Dobra, zaczniemy od dołu. Tym dzwonom mówimy nie. Krótkie spódniczki są ostatnio modne.
-Czy ja wiem.
-Dobra, jasne jeansy. Jakieś trampki i do tego może... Co powierz o tej bluzce?
-Nie, zbyt odkrywa i wygląda na zbyt ciasną.
-Bo oto chodzi. Dobra coś modnego, luźnego i bym usłyszała "tak, ta bluzka jest wspaniała".
-Ja tak nie mówię.
 Musiałam przyznać, że całkiem fajnie było. Tą spódnicę i "bluzkę" (ja bym nazwała ją "chustą") jeśli to tak można nazwać to sama wzięła i znalazła jakieś koturny. Poszliśmy dodatkowo do fryzjera. Ja zdecydowałam się na coś normalnego, Vica wyglądała jak lalka Barbie. Szliśmy na przystanek metra. Vici chciała iść na jakąś imprezę do klubu, nie miałam wyjścia. Szukałam wymówki przez całą drogę w końcu mnie olśniło.
-Jaki jest dzisiaj?
-2 lipca, a co?
-Muszę oddać książkę.
-Serio? Za chwile mają tanie drinki w Plazmie.
-To zajmie tylko chwilę.
Skoczyłam szybko do domu. Dobrze, że sobie przypomniałam o książce. Tak serio to jeszcze mogłam mieć ją przez tydzień, ale nie chciałam iść na imprezę, oraz zostać sama w domu. Chciałam pobyć trochę z Victorią tak na spokojnie, sami. Kawiarnia, biblioteka czy coś.
Teraz musiałam wymyślić kolejną wymówkę. Odwróciłam się. Vic nie było, pewnie poszła za jakimś gościem czy coś. Aaach. Sięgnęłam od niechcenia dzisiejszą gazetę. Otworzyłam ją. Pierwsze co zwróciło moją uwagę to kolorowy napis "Już od dziś działa nowe biuro podróży! Parasolka działa już w całym kraju i w sieci." Parasolka... Musiałam to sprawdzić. Chciałam gdzieś wyjechać od jakiegoś czasu, uciec od miasta.
Poszłam piętro niżej. Są tam komputery i można korzystać godzinę za darmo. Od razu weszłam na tą stronę. Było tam multum ofert. Hiszpania, Egipt, Turcja, Japonia... Nawet w naszym kraju jest dużo ofert. Na przykład... Isla Paradiso. Zawsze chciałam tam pojechać. Sprawdziłam ceny. W jednym z hoteli nawet prawie za darmo. Nooo... 7 tysiaków. Ale i tak taniej niż zwykle. Jest różnica między 7 tysiącami za dwie osoby, a jakiś 40 tysiaków za osobę, jeszcze w takim co się płaci tyle i czeka do wakacji kolejnego pokolenia, a nie początek miesiąca i chcesz tam jechać za tydzień. Jest to dobry hotel w centrum Isla Paradiso. Dla VIPów normalnie jest ten hotel! Tylko kasa.
-Paula, co robisz?
-Przestraszyłaś mnie!
-Oj tam. To co robisz?
-Nic... ej zostaw mnie!
Nic nie dały moje krzyki. Popchnęła mnie.
-O fajnie, planujesz wakacje.
Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie.
-Nie weszłam tylko na chwilę i wyskoczyła mi reklama...
-Nie umiesz kłamać. Nawet jeśli to ta twoja "reklama" jest super. La Costa Verde to najlepszy hotel w Isla Paradiso! Tam jeżdżą same VIPy! To co? Wybieramy się tam?
-No nie wiem, kasy nie mamy.
-Da się załatwić. Mam dwa i pół tysiąca. Ty masz jeszcze drugie pół, co daję już trzy tysiące. Dwa tysiące jeszcze co zostało mi z studiów. Mamy pięć.
-A co z tymi dwoma?
-No to klops.
-Czekaj, jak ma twój nowy chłopak?
-Jaki?
-Ten co nam zafundował zakupy, bo chyba ta karta to nie twoja...
-Do czego zmierzasz?
-Poproś go o kasę.
-No nie wiem.
Długo jednak nie musiałam ją przekonywać. Nie wiedziałam czemu Victoria nie chciała poprosić o pieniądze. Jej obecny chłopak jest właścicielem klubu niedaleko portu. Pojechaliśmy tam natychmiast. Niebyło tam źle. Było widać, że biznes się kręci. Poprosiliśmy kelnerkę o rozmowę z właścicielem. Kazała nam czekać, więc usiedliśmy.
-Fajnie tu - próbowała mnie zagadać.
-Całkiem spoko lokal.
-Wiesz, źle się czuję. Choć do domu.
-Weź nie udawaj. A w ogóle coś zaszło między wami, że nie chcesz go prosić o kasę?
-Niech się zastanowię... Jedna noc u mnie, trzy u niego, kilka butelek win, dał mi swoją kartę kredytową i to chyba wszystko.
-Aha.
Chciałam ją jeszcze o coś spytać, ale przyszedł już chłopak Vici.
-Victoria, jak ci się tu podoba?
-Świetnie, Sebastian mam do ciebie taką malutką prośbę.
-Jasne tylko wierz. Ostatnio zostawiłem u ciebie swój portfel. Masz go?
-Tak, jasne... Mam dla ciebie. Mam go tutaj...
-Dobra Vici. Mów o co biega, bo mam mały problem w klubie.
-Wiesz... Głupio tak pytać... Mam małe problemy finansowe...
-Jasne pożyczę ci. Ile potrzebujesz?
-Cztery tysiące.
-Dwa - odezwałam się.
-Wiesz, mogę dać ci trzy. Ale mi pomożesz.
-Gadaj.
-Moja pracownica wzięła urlop niespodziewanie i nie mam kim ją zastąpić.
-Spoko...
Coś mi tu nie grało.
-Mogę na słówko? Dzięki.
Pociągnęłam ją na koniec sali.
-Czy ty wierz o co mu chodziło mówiąc "pracownica"?
-No jasne. Sebastian prowadzi klub nocny z... Jak to nazwać... Klub z rozrywką...
-Więc on cię prosił byś zastąpiła prostytutkę?!
-Taaa... Słuchaj, chcesz  jechać na te wakacje? Bo ja tak.
Zanim zdążyłam coś powiedzieć odeszła i zaczęła wypytywać Sebastiana o różne rzeczy.
-... dam ci te trzy tysiące i jedną czwartą tego co dostaniesz od klienta. Spoko?
-Spoko.
-Dobra, idź do Mary. Jest przy barze zapozna cię z sytuacją.
-Oki. Jesteś Paula. Ty idź się zabaw trochę a ja idę.
Po tych słowach poszła do Mary, która zaprowadziła ją na zaplecze. Zanim poszłam do baru coś przekąsić zagadał mnie Sebastian.
-Hejka, jesteś siostrą Victorii?
-Taaa... A ty pewnie jej facetem. Dziwi mnie trochę to, że posyłasz ją do obcych facetów.
-To czysty interes. Ja tylko zaproponowałem, ona się zgodziła.
Nie chciałam już z nim rozmawiać. Za prośbą siostry odprężyłam się i zaczęłam się bawić. Nic specjalnego. Podjadałam trochę orzeszków z baru, potańczyłam, rozmawiałam z różnymi facetami. Jednak wciąż czułam smak utraty kogoś bliskie... Odgarnęłam szybko tę myśl i poszłam się czegoś napić.
Usłyszałam czyjeś krzyki.
-Weź mnie zostaw do cholery!
-Mała, przyznasz, że fajnie było.
-Jak było, to było. Teraz mnie zostaw!
-Ale numer telefonu zostawisz?
-Czy ty możesz mnie, kurwa, zostawić?! Jeszcze ci mało?! Idź bzyknij inną laskę!
Victoria przetaczała się przez całą salę jak upita na weselu. Nawet gorzej. Podeszłam do niej.
-Wiedziałam, że to nie najlepszy pomysł.
-Mam kasę... Weź mnie do domu...
-Jutro będziesz miała strasznego kaca. Mówię ci to.
Zamówiłam taksówkę. Podróż szybko minęła. Vici całą noc rzygała. Jak mówiła po każdym kolejnym pawiu:
-Przynajmniej jedziemy na wakacje.

I to na tyle. Duuużo dialogu. Historię zamierzam podzielić na pięć-sześć części i epilog. Część pierwsza za tydzień o godzinie 15.

Margaret von Cats =^.^=

Pogrywaj z Historiami

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz