środa, 25 czerwca 2014

Nina - Pierwszy dzień i już mam kogoś na oku.

Sul sul,
witam w prologu. Znalazłam wreszcie odpowiednią nazwę: fotostory. Nie wiem czemu nie mogłam znaleźć tej nazwy, ostatnio nie ogarnięta chodże. A tak przy okazji. Wiecie kiedy wyjdzie The Sims 4? Wyjdą 4 września ( tak podejrzanie dziwnie, że akurat 4 ;) ). Ja może kupię, ale później gdy będzie taniej. Ale zostanę przy 3, bo mam z nią najlepsze wspomnienia. Tak z spraw organizacyjnych to mogę się pochwalić, że mam prawie całą kolekcję The Sims 3. Brakuje mi akcesoria Nowoczesny Apartament i Słodkie Niespodzianki. Jednak kupię tylko te pierwsze bo akcesoria Katy Perry mnie nie zachęcają. Dobra, wracamy do fotostory. Zostałam zainspirowana pracami na konkurs, No Way Back, oraz moją znajomą która piszę kryminały. Jest to mój chyba piąty pomysł. Jeszcze "doskonale" ten drugi.
Więc o czym będzie fotostory? O Ninie (jaka niespodzianka). Nina skończyła właśnie szkołę, lubi sztukę oraz marzy by jej nazwisko zostało zapamiętane w dziedzinie sztuki. Jednak przytrafiają jej się różne nie szczęścia na które niema wpływu. Jest także trochę naiwna, szczególnie gdy chodzi o miłość.
Nie jestem zbyt dobra w pisaniu takich typu rzeczach więc nie liczcie na jakąś wciągającą historię.
 ***
Wyszłam z domu. Zaczęłam biec, miałam dwie minuty do autobusu. Kręciłam na główną ulicę. Zauważyłam autobus. Zaczęłam biec szybciej jak mogłam jednocześnie uważając, by walizka niewypadła mi z ręki. Oczywiście kierowca był wredny i gdy miałam już wejść do autobusu zamknął drzwi i odjechał. To to klops. Następny był za trzy godziny. Masakra. Chciałam już iść na pociąg, ale na przystanku zatrzymała się taksówka. Otworzyły się drzwi pasażera, kierowcą była kobieta po czterdziestce.
-Podwieźć?
Niebyła wątpliwości, że to do mnie. Byłam jedyna na przystanku.
-Tak... A gdzie pani jedzie?
-Tam gdzie ty. Pewnie na Uniwersytet Simowy?
-Tak...
-Zauważyłam. Podwiozłam już dwie osoby. Wsiadaj.
W sumie, jaki miałam wybór? Miałam iść kilka przecznic specjalnie na pociąg? Wsadziłam torbę do bagażnika i usiadłam z tyłu.
-Więc studiujesz?
-Co?... A tak. Zaczynam.
-A co?
-Sztuki piękne.
-Studiowałam tam Komunikację. Całkiem fajnie tam jest. Ale to było piętnaście lat temu. Z tego co widziałam mało się zmieniło.
-Aha.
Miło było trochę porozmawiać. Z nikim nie rozmawiałam od dłuższego czasu. Chwilę później ujrzałam pierwsze budynki.
-Gdzie cię odstawić?
-Przy głównym budynku. Musze jeszcze załatwić formalności.
Wysiadłam i wzięłam walizkę. Nie musiałam dużo płacić, dziś dla studentów była zniżka. Było tu bardzo ładnie. Drzewa, krzewy, dróżki. Miły klimat. Weszłam do głównego budynku. Zapukałam do drzwi sekretariatu.
-Proszę.
Weszłam do środka. Pokój wydawał się mały i duszny przez małe okna i wiele regałów z kartotekami uczniów. Sama pani która siedziała za biurkiem najwyraźniej była znudzona tym co robi.
-Nazwisko?
-Carmel, Nina Carmel.
-Witam na studiach w Uniwersytecie Simowym. Mamy nadzieję, że przyjemnie spędzisz tu czas. Niewolno ci opuszczać terenu uniwersytetu w dniach nauki, oraz weekendy, chyba, że dostaniesz specjalną zgodę bla bla bla... Oto twój plan zajęć i... Co ty tam studiujesz? Sztuki piękne... Oto twój szkicownik, tylko go nie zgub bo nie dostaniesz kolejnego, chyba, że kupisz w sklepie bla bla bla... Muszę dalej gadać?
-Nie, wszystko wiem...
-To dobrze, a teraz zmykaj.
W sumie nie było co jej się dziwić. Gadać to samo kilka razy w ciągu godziny? Niema mowy. Teraz tylko dostać się do akademika. Jak to było? Sala Henryka? Chyba tak. Znałam trochę to miejsce. Szłam z walizką w ręce. Teren Uniwersytetu jest całkiem przyjemny, jak mówiłam. Wkoło było trochę ludzi. Witali się, rozmawiali, śmieli się. Dotarłam po kilku minutach. Duży, ceglany klocek. Weszłam do środka. Czułam się jak w jakimś dworze. Ciemno i ponuro. Co miałam się spodziewać po najtańszym akademiku? Miałam pokój przy łazience. Weszłam do środka. Było lepiej.
Podwójne łóżko, komoda, komputer, sztaluga, brak współlokatora, łazienka na wyciągniecie ręki. Żyć, nie umierać. Miałam jakieś dwa zwykłe plakaty. Zdjęłam je i na miejsce jednego z nich dałam obrazek. Nie chciało mi się siedzieć w pokoju. Może dziedziniec uniwersytecki? Pamiętam, że był całkiem spoko. Można tam kogoś poznać. Poszłam natychmiast nie rozpakowując się, wzięłam szkicownik. Podziwiałam okolicę. Doszłam szybko. Nie było tu zbytnio ludzi. Kilka dziewczyn i chłopak grający na gitarze. Całkiem fajnie grał. Usiadłam na ławce i zaczęłam coś rysować. Nie mogłam się skupić przez gitarzystę. Zauważyłam, że wszystkie dziewczyny kręcą się wokół niego.
W końcu przestał grać. Poszedł z swoim kolegą, którego przedtem nie zauważyłam do dziewczyn. Całe szczęście, nie mogłam już wytrzymać tego drgania. Porysowałam kilka minut. Nic z tego nie wychodziło. Wzięłam szkice i poszłam usiąść na fontannie. Może tam będą lepsze widoki. Położyłam szkicownik na fontannie, zamiast usiąść wzięłam gitarę. Kiedyś chodziłam na lekcję gry. Ciekawe czy coś pamiętam. Zaczęłam grać. Coś szło. Ale niezbyt. Odstawiłam na miejsce i znów zaczęłam szkicować.
-Dobrze grasz, ale potrzebujesz wprawy.
 Znów ten koleś. Ale przyznam całkiem niezły.
-Dzięki.
-Jestem Johny Johnson. Ale znajomi mówią do mnie JJ. Niestety rodzice mnie tak skrzywdzili. Studiuję sztuki piękne, a ty?
-Nina Carmel, sztuki piękne.
-Fajnie. To jest mój kumpel Tommy. Studiuję biznes.
Podszedł do nas jego kolega. Też wydawał się spoko.
-Cześć. Znasz teren?
-Trochę... Była tu dziesięć lata temu jak kuzyn skończył studia.
-A znasz jakąś kafejkę czy coś gdzie można zjeść?
-Niedaleko jest jakaś kafejka. Chyba "Prażone Ziarno" czy coś. Kojarzycie?
-Niezbyt... - odparł Johny. - Wiesz gdzie to jest?
Dobrze wiedziałam, że nie chodziło o kufajkę, ale zgodziłam się ich zaprowadzić.
Gdy szliśmy rozmawialiśmy o różnych bzdetach. JJ i Tommy byli moimi sąsiadami, jak się okazało. Mają pokój naprzeciw mnie. Przyjaźnią się od dzieciństwa, mają wspólną ciocię. Mieszkają w Bridgeport.
-Serio też tam mieszkasz? Czemu jeszcze się nie znamy?
-Mieszkałam tam tylko miesiąc. Pochodzę z Sunset Valley.
-Jakieś zadupie?
-Można tak powiedzieć.
Wreszcie doszliśmy. Nie miałam drobnych, chłopacy postawili mi kawę. Miło. I tak jej potrzebowałam, dopiero po 10, a ja jestem padnięta. Było tu zbyt głośno jak dla mnie. Poszliśmy wyżej. Od razu lepiej. Rozmawialiśmy dalej. Było spoko. Tommy jednak nie najlepiej się poczuł.
-Nie wyglądasz najlepiej stary.
-E tam.Wciąż mam koszmary po autobusie.
-Racja.
-Jaki autobus? - zaczęłam się dopytywać.
-Niema o czym mówić. Przyjechaliśmy wczoraj, bo były tańsze bilety autobusem. Nic dziwnego. Waliło starym tuńczykiem.
-Ja przyjechałam dziś. Miałam zamiar też jechać autobusem, ale się spóźniłam na niego. Ale na szczęście jest jeszcze taxi. Dziś wozili z Bridgeport studentów na studia za połowę cenny.
-Szczęściara. Musieliśmy siedzieć pod prysznicem kilka godzin zanim przestaliśmy cuchnąć tym tuńczykiem - odparł JJ. Spojrzał na telefon. Podniósł się z kanapy.- Już ta godzina? Muszę lecieć, miło cię było poznać.
-Wzajemnie.
-Jak coś to się jeszcze spotkamy. Nara.
-Na razie.
Johny poszedł, ale ja nie miałam zamiaru nigdzie iść.
-Może chcesz herbatę Tommy? Powinna ci pomóc.
-Dzięki.
Poszłam na dół. Dopiero przy kasie przypomniałam sobie, że nie mam pieniędzy. Na szczęście barman był bardzo miły. Świat obdarzył mnie słodkim uśmiechem i niewinnymi oczkami. Zaniosłam herbatę Thomasowi. Od razu wyglądał lepiej.
-Więc mówisz, że jesteś z Sunset Valley...
-Co?... A tak. To moje rodzinne miasto.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę. Nic specjalnego. Jednak później trochę go poniosło. Nas poniosło. To było chwilowe i spontaniczne.
***
Po wyjściu z kawiarni zorientowałam się, że nie mam szkicownika, został przy fontannie. Poszłam tam. Oczywiście nie było. Brawo Nino. Pierwszego dnia przyjazdu zgubić coś. Brawo. Niema co się martwić. Jest podpisany, może wróci. Ja na razie ja wracam do akademika. Zauważyłam, że kręci się tu więcej ludzi. Pewnie kolejni przyjechali i przyszli znajomi. Chciałam się pouczyć. Trochę ze mnie kujon. Jednak zauważyłam czemu mało osób wynajmuję sypialnię przy łazience. Rury. Nie wiem teraz jak zasnę. Pomyślę nad tym później. W salonie i w małym kącie do uczenia się było tłoczno i gwarno. Dopiero na piętrze nikogo nie było. Przynajmniej nie słyszałam rur. Jednak ten spokój nie trwał zbyt długo. Pojawił się Johny z jakąś dziewczyną.
Przynajmniej to nie trwało długo. Dziewczyna sobie poszła.
-Siemanko Nina.
Próbował mnie wystraszyć. Usiadł koło mnie, ja jednak nie oderwałam
-Hej.
-Następnym razem lepiej pilnuj swoich rzeczy.
I tyle, poszedł. Koło mnie leżał mój szkicownik. Dzięki Wielki Świecę. Przebaczam ci. Ja na razie muszę coś zjeść, zbliża się pora obiadu. Odłożyłam książkę i zeszłam na dół. Zatrzymała mnie jedna dziewczyna.
-Jesteś Nina, prawda?
-Taaak...
-Słuchaj jest sprawa. Jestem Lizz. Mieliśmy mieć wspólny pokój. Jednak mam chłopaka w akademika dla mężczyzn i tam teraz mieszkam. Jest to zabronione, więc jestem zameldowana tutaj. Czaisz? Jak ktoś się dowie mogę wylecieć. Jak przyjdzie do mnie poczta to wiesz gdzie ją zanieść.
-Spoko...
-I jeszcze jedno. Dziewczyny urządzają przywitalną imprezkę. Kazały przekazać. 18, akademik dziewczęcy, włóż strój kąpielowy. Będą fajni chłopacy.
-Jasne.
Miła. Przyszła, powiedziała co miała i poszła. Miło. No ale zostałam zaproszona na imprezę.  Miałam akurat nowy strój kąpielowy. Jednak ja na początek zjem coś na obiad. W kuchni syw i mogiła. A w lodowce sam alkohol i pojedyncze produkty. Świetnie. Przynajmniej jest sałata, papryka, ogórek, oliwa... Powinno wystarczyć na sałatkę. Oczywiście musiałam prawie pociąć sobie palec.
No ale cóż. Pierwszy dzień jest udany, choć lepiej było tego nie mówić, bo jeszcze może się zepsuć. No, ale nie zmienia to faktu, że było fajnie. I jeszcze Johny i Tommy. Dwa niezłe ciacha. Może trochę bardziej Johny. Ale z Tommym coś... Ał! Jak tak dalej pójdzie to sobie odetnę tego palca. Pierwszy dzień i już mam kogoś na oku. Brawo Nino.
***
No i tyle. Mam nadzieję, że wam się spodobało. Jak widzicie zamierzam mniej więcej kończyć słowami na nagłówku. Ja wywiązałam się z przysięgi. Macie tekst przed wakacjami. I jeszcze zamierzam na sam koniec, koniec, koniec (chyba wiecie jaki koniec) zrobić coś w stylu: "Pierwsze pomysły". Tam zamieszczę np.: Jak to miało wyglądać, czemu tak, a nie inaczej, pierwsze koncepcje, pierwsze zakończenie itp. No, ale to na tyle. Czytajcie, komentujcie, obserwujcie. Milion i jeden całusów.
Margaret von Cats =^.^=
Pogrywaj z Pierwszym dniem, który się jeszcze nie skończył

czwartek, 19 czerwca 2014

Odcinek 3 "Nowi w domu"

Sul sul,
witam w kolejnym odcinku z życia Cassandry. Tym razem ktoś do nas się wprowadzi. A kto? Zobaczcie sami.

Na początek zerwiemy z Gwidonem. Nie dość, że stary to jego kapelusz mnie przeraża. Ale całkiem dobrze to zniósł. Nakrzyczał na nas i wyszedł. Czasem jak z kimś zrywam to krzyczą w coś rodzaju "dzi**a".
A teraz kolejne przemeblowania. Tym razem do rodziny Tacy-dwaj-faceci.
Chcieli okna i drzwi, by im zmieniono. To zmieniłam i się spodobało.
A tutaj do takich jednych, chyba nazywają się Przyjaciółki z pracy. Jedna z nich chciała zrobić kącik do pisania, jednak nie miałam weny twórczej, to skopiowałam trochę :P.
A tutaj do sąsiadki.
Zmieniamy kibel, mały trochę, ale wszystko się zmieściło.
Kibla nie było widać, to macie.
Zdobyliśmy jakąś nagrodę, ale ten wielki klocek z kulką. Nigdzie mi się nie mieści jak go wstawiam oraz mi nie pasuję.
Jeśli już mowa o różnych przemeblowaniach to zmieniłam trochę w domu. Niestety nie wystarczyło mi na łazienkę. Ale zamierzam się niedługo wyprowadzić.
A na dobranoc zombi.
Na urodziny dostałam Imprezę w Plenerze i Film, ale zainstalowałam na razie tylko to pierwsze i trochę zmieniłam Cassi. Tak kobieco. Nie zabrakło miętowych elementów.
Zakładamy profil randkowy.
Nastał Dzień Wiecznego Słońca Który I Tak Się Skończy. Mamy czas by popracować nad ogródkiem.
Po płaceniu rachunków zapraszamy kogoś na spotkanie w parku.
I tutaj spotykamy się z znajomym, którym robiliśmy pralnie. Ostatnio myślałam z kim tak miałam chajtnąć Cassandre. Wiem, że tak wcześnie ale zawsze tak robię, no tak szybko. Najczęściej znajduję kogoś na studiach. Nigdy nie mogę znaleźć nikogo w mieście (ale ostatnio jakoś częściej, szczególnie gdy trochę już na nim gram). I tak pomyślałam, że Christopher jest takim dobrym kandydatem dla Cassi. Nie zamierzam ich od razu ich fajtać tylko najpierw się wprowadzi, kochanek, chłopak, narzeczony i później mąż. Więc krok pierwszy wprowadza się.
Ma pieska <3.
Dostaliśmy z okazji Słonecznego Dnia zaproszenie na imprezę. Nie zgadnięcie u kogo :D.Podpowiem na zdjęciu.
Jak miałam 8 lat dostałam na święta Simsy, jak stożyłam pierwszą simkę to udała się do Ćwirów. Popatrzyłam na to miejsce i pomyślałam:
-Co oni tu hodują? XD
Nie muszę chyba się tłumaczyć o czym pomyślałam. A wam to z czym się kojarzy to miejsce?
A ten cmentarz jest fajny. Ja zawszę robię cmentarze za domem jak mi ktoś umiera.
No ale wracając do imprezy... To za chwilę. Najpierw wam pokaże jak zmieniłam Chrisa. Ja szczerze lubię facetów z długimi włosami, jeśli im to rzeczywiście pasuję.
A teraz wracam do imprezy. Jeszcze na razie zamierzam zostawić ich do następnego odcinka w relacjach przyjacielskich. A on będzie chciał... Dobra zobaczycie sami. Na razie to pływają w basenie.
A to ciekawe co tu robią w garażu. Oprócz rozmów.
Szukałam Korneli, żony Gwidona. Znalazłam tylko ich syna. Może Kornelia dowiedziała się o nocy Gwidona i się wyprowadziła? Jak było to było, a my się zwijamy.
Zapomniałam wspomnieć o piesku. Nazywa się Domino i właśnie nauczył się niszczyć. Czy jest możliwość by zwierzę oduczyło się jakieś cechy? Proszę o odpowiedź.
Chris go karci. I jeszcze wygląda jakby nie wyszedł z wody. Kocham bugi w Simsach.
Domino uczy się polowania na fajne rzeczy.
Bezdomny koteczek.
Gdzieś ty polazł?!
Kibel mi zapchał. Drugi raz naprawia.
Chris sadzi nam nasiąka.
A tu prysznic mi zepsuli. Ja chce się wyprowadzić już do nowego domciu.
Jak pięknie wszystko rośnie.
A tutaj do takich tam.
Ja uważam, że jest spoko. A jak baba zobaczyła radyjo na dworze to nas ochrzaniła.
A tu do innych jeszcze takich. Facet poprosił o nowe łóżko, co ciekawe pojedyncze. Z żoną jest po rozwodzie, w separacji czy co?
Dziki konik :).
Z innej perspektywy pokój.
Aż jej chce się śmiać zachciało.
Zabawy z pieskiem.
No to koniec. Trochę dłużej niż zwykle. Za trzy odcinki lub może krócej przeprowadzimy się do innego domku, przede wszystkim większego. Ale na razie to koniec. Mam nadzieję, że się podobało. Muszę dodać szczerze, że mozolnie mi idzie pisanie fotostory, ale jest dłuuugi weekend więc może jeszcze przed wakacjami zobaczycie pierwszą część! A na razie czytajcie, komentujcie i obserwujcie. Milion i jeden całusów.
Margaret von Cats =^.^=
Pogrywaj z...z tym co się wydarzyło?...
(Muszę bardziej się postarać xD)

Do fanów przygodówek point-and-click.

Uwaga!!!
Post jest dla fanów przygodówek typu point-and-click!!!
Nie jest on związany z tematyką tego bloga!!!

Słyszeliście kiedyś o Drakensang: The Dark Eye? A może o Drakensang: The River of Time? Albo o The Dark Eye: Demonicon? Te trzy gry to klasyczne RPG i fantasy z widokiem trzeciej osoby. Seria Drakensang jest stworzona przez studio Radon Labs. Akcja toczy się w Aventurze. W The Dark Eye: Demonicon znów przemierzamy Aventurię, jest to jednak gra autorstwa Silver Style. Nie została wydana w Polsce. Nie zbyt interesuję się RPG więc nie wiem zbytnio o samej fabule. Jednak bardzo spodobała mi się gra The Dark Eye: Chains of Satinav (pol. Klątwa Wron). Gra rozgrywa się Aventurii, tło i postacie są ręcznie malowane, gra przygodowa typu point and click. Mi się ta gra strasznie podoba, jednak grałam tylko u koleżanki i nie przeszłam całości. Ale w przyszłości zamierzam kupić. Jednak zmierzam do innej gry. Memoria.

Memoria jest kontynuacją gry The Dark Eye: Chains of Satinav (polski podtytuł pierwowzoru to: Klątwa wron). Tak jak poprzednia część produkcja ta należy do gatunku przygodówek typu point and click. W obu przypadkach twórcą jest studio Daedalic Entertainment.
Sequel rozgrywa się w pięć stuleci po tym, jak księżniczka Sadja, pochodząca z odległej krainy Fasar, wyruszyła na pustynię Gorian, by stawić czoła panoszącym się tam demonom. Dążyła do tego, aby zdobyć tytuł największej bohaterki w historii. Niestety wkrótce po tym w tajemniczy sposób zaginęła i ostatecznie została zapomniana.
Bohaterem gry jest młody chłopak o imieniu Geron. Pewnego dnia poznaje on podróżującego handlarza Fahiego, który obiecuje przywrócić jego dziewczynę do ludzkiej postaci w zamian za rozwikłanie zagadki zaginionej przed wiekami Sadji. Geron bez wahania godzi się na warunki umowy, by móc znów ujrzeć ukochaną Nuri, którą w prequelu zamieniono w kruka. Chłopak nie wie jednak, że jest to nie lada wyzwanie. Grozić mu może bowiem wielkie niebezpieczeństwo.
Akcja gry, standardowo w przypadku klasycznych tytułów przygodowych typu point and click, polega na zwiedzaniu kolejnych lokacji, znajdywaniu i łączeniu przedmiotów, rozmawianiu z postaciami niezależnymi oraz rozwiązywaniu zagadek logicznych. Za fabułę Memorii odpowiada Kevin Mentz, autor historii A New Beginning oraz współautor scenariusza Deponii. (wszystkie informację z gry-online.pl)
Do czego zmierzam? Bardzo bym chciała tą grę w Edycji Kolekcjonerskiej. Gra kosztuję 79,90 zł + 9,90 zł koszta wysyłki (razem 89.80 zł). Informacja o akcji z Facebooka:
"MEMORIA PL WERSJA KOLEKCJONERSKA.
W związku z dużą ilością postów związanych z wydaniem Memorii Edycji Kolekcjonerskiej postanowiliśmy ją wydać w na rynku polskim. Jedynym warunkiem jaki sobie postawiliśmy to konieczność uzbierania 100 zamówień. Cenę Memorii postanowiliśmy ustalić na 79,90 zł + 9,90 zł koszta wysyłki kurierskiej co jest najniższą z możliwych cen jaką udało nam się wynegocjować i stanowi ułamek ceny angielskiego wydania.
Memorię można zamawiać do 28.06 na http://www.playshop.pl/ W przypadku kiedy nie udało by nam się uzbierać wymaganej ilości zainteresowanych edycją kolekcjonerską, 29.06 wszystkim zwrócimy wpłacone pieniądze plus każdy otrzyma gratis cyfrową wersję Memorii.
Płatności dokonujemy za pośrednictwem dotpay.pl dzięki czemu możliwy jest zakup Memorii nawet na raty w systemie mBankowi.
Skład zestawu: limitowany box , Memoria DVD w oryginalnym opakowaniu, płyta muzyczna wraz z opakowaniem, artbook z ilustracjami i szkicami z gry, plakat niespodzianka , 6 sztywnych kart do gry. Zestaw na rynek polski nie będzie posiadać niestety podkładki pod myszkę."

Jeśli jesteś fanem The Dark Eye: Chains of Satinav, jesteś fanem przygodówek point-and-click, lubisz Aventurię, czy edycję kolekcjonerską to zapraszam do kupna. Może masz rodzeństwo, kuzyna, kuzynkę, dalszą rodzinę czy znajomych którzy się tą grą interesują to bardzo bym prosiła o poinformowaniu ich. Zależy mi na tej edycji, gdyż rzadko są takie edycję do gier przygodowych z prostego faktu. Nie są tak popularne jak gry np. akcji.
Pewnie dużo osób mnie skarci, że reklamuję takie rzeczy. Jednak chciałam by ta informacja przeszła do większej liczby ludzi. Na stronie playshop jest informacja, że jest jeszcze 85 wolnych miejsc, a można zamawiać do przyszłej soboty ;_;.
No więc to tyle. Tu macie link jeszcze do galerii z gry ---> http://www.gry-online.pl/S026.asp?ID=12604
Do zobaczenia w kolejnych postach.
Margaret von Cats

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Odcinek 2 "Szybki podryw"

Sul sul,
witam w kolejnym odcinku z życia Casii. Dziś trochę krócej. Zdjęcia robiłam tydzień temu więc mogę trochę nie pamiętać co ja tam robiłam :P. No ale zaczynamy.

Z rana po śniadaniu dzwonimy do naszych znajomych. Trzeba utrzymywać kontakty.
A teraz do pracy. Najpierw do jakiegoś tam małego domku robić pralnie. Jakoś mi się udało dopchań tam tanią pralkę i suszarkę i taki dywanik pod nogi jak się wychodzi  z prysznica. To chyba tyle. Przynajmniej się mu spodobało.
A teraz do pani Zadek (ja zawsze pamiętam dziwę nazwiska). Chciała sztalugę, biurko, obraz, rzeźbę i okno. Sztaluga na balkon, a inne do pokoju. Ale się jej nie spodobało. Pierwsza porażka.
Po deszczu nastała tęcza.
Cassi miała zachciankę pójść na basen. Jak trzeba to trzeba.
Pływanko.
Po powrocie do domu przyszedł mi nie wiem poco ten cały Ćwir. To ja go do domu wzięłam.
A tu to się załamałam. Zachciało jej się romansów. Jej marzenie, jej wybór. Ja tylko klikam myszką i wciskam czasem C :). No ale co tam. Zaszalejmy trochę. Temu to też się spodobało.
A tutaj proszę. Zachęcił się.
A tu co wyrabiają. Jak szaleć, to szaleć.
A tu co się dzieję... Ja lepiej stąd zniknę i zacznę kończyć.
No to koniec. Krótko ale na temat. Nie pytać czemu kazałam im robić ten-ten. Bo sama nie wiem xD, pewnie tak dla jaj dałam. Niech Cassandra bierze z życia, a nie się ogranicza.
Co do tego mojego pomysłu to już wiem o czy będę pisać w tym opowiadaniu. To chyba był piąty czy szósty pomysł :p. Drążę temat i mam nadzieję, że jeszcze przed wakacjami zacznę coś pisać, ale jestem w fazie pomysłów. Mogę tylko powiedzieć, że będzie to coś w rodzaju historii z normalnego życia, coś w rodzaju co piszę tylko z punktu pierwszej osoby, że tak się wyrażę. Wiecie o co chodzi, bo jesteście bardziej inteligentni niż ja.
Na razie się żegnam. Czytajcie, komentujcie, obserwujcie. Milion i jeden całusów.
Margaret von Cats =^.^=
Pogrywaj z Szybkimi i Konkretnymi Odcinkami
(ostanio niemam pomysłów na nazwy xD)