niedziela, 11 maja 2014

Klątwa Elizabeth-część 2

 Sul sul,
hejka wszystkim. Tym razem część druga :). I oczywiście tym razem dowiemy się o tej całej klątwie. Zapraszam do czytania. (+ trochę o Władcy Pierścienia :D)


Uwaga! Nie ponoszę żadnej odpowiedzialności za: błędy interpunkcyjne, ortograficzne i fabularne. Nic nie zmieniałam w historii. Niektóre treści mogą być nieodpowiednie dla osób młodszych. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Minęły trzy dni od przyjazdu. Gdyby ktoś zapytał mnie co robiłam przez ten czas odpowiedziałam bym: wypoczywałam. Było wspaniale. Drinki, SPA, joga, wycieczki po wyspie. Zwiedzałam głównie sama. Victoria mnie unikała. W końcu poszliśmy razem na plażę. Znaleźliśmy jakąś na drugiej wyspie. Głównie się opalaliśmy. Jednak po czasie poszliśmy do wody. Nie wiedzieliśmy, że jesteśmy obserwowane.
Zaczęło padać. Wyszliśmy z wody. Vici przez całą drogę komentowała mój brak stylu. Tak było też teraz. Jednak natychmiast zmieniła temat.
-Paula, zaczepiło ci się coś o kostkę.
Dopiero teraz zauważyłam piękny naszyjnik. Wisior był wypełniony małymi białymi diamentami. To była czysta biel bez odcienia szarości. Jednak najpiękniejszy był niebieski kamień, było się można na niego patrzeć godzinami, coraz głębiej i głębiej... Klejnot był pewnie wiele warty.
-Jak myślisz, ile dostaniemy w lombardzie?
-Powinniśmy oddać go policji. Może wypadło komuś z jachtu czy coś....
Zakręciło mi się w głowię. Spojrzałam znów na kamień. Patrzyłam głęboko w niego.
-Jak myślisz pasował by mi?
-Och, najpierw chcesz go zanieść na policję, teraz myślisz czy ci pasuję. Nie poznaję cię.
-Nie... Tak tylko pytam, ładny jest po prostu.
-Nigdy nie mówiłaś tak o biżuterii. Jak chcesz to go przymierz i oddajmy go policji. Pewnie ten milioner już go szuka dla swojej kochanki.
Założyłam naszyjnik. Był ciężki bardziej na szyi niż na kostce.
-Ładnie wyglądasz.
Jednak już tego nie słyszałam. Zakręciło mi się w głowie, widziałam potrójnie. Zemdlałam.
-Paula, Paula... Słyszysz mnie?
Oparłam się na rękach. Wciąż kręciło mi się w głowie. Widziałam przez mgłę. Victoria siedziała koło mnie. Nie zwracaliśmy uwagi na deszcz.
-Tak. Chyba. Co się stało?
-Zemdlałaś. Ale na kilka sekund. Pewnie to przez słońce. Wciąż chcesz się opalić. Mówię ci, idź do solarium.
-Taaa... Może masz rację.
Pomogła mi wstać. Zabraliśmy swoje rzeczy i poszliśmy w stronę drogi, by zamówić taksówkę.
Po chwili zobaczyliśmy starszą panią. Szła w naszą stronę. Zatrzymaliśmy się wszyscy kilka metrów przed sobą. Patrzeliśmy na siebie podejrzanym wzrokiem. Jednak po chwili zauważyłam, ze patrzy się na klejnot. Może to był jej? Może znała właściciela? Może zastanawiała się czemu noszę taki ładny przedmiot przy takim źle dobranym stroju? Albo jest przestępcą, kieszonkowym czy coś. Jednak powiedziała niewyraźnie:
-Zaczęło się.
Popatrzyłam na Victorię. Miała minę zakłopotaną, próbującą zrozumieć co ta pani szepcze. Wydawało mi się to dziwne. Zawsze byłam przygłucha, a staliśmy w tej samej odległości.
-Chodź.
Odwróciła się i poszła. Ja za nią. Vica złapała mnie za rękę.
-Co ty robisz?! Idziesz za tą babą?! Ona może być naćpana, może być bandytą, pedofilką, chora psychicznie czy coś!
-Mam przeczucie...
Znów szept. Każę się spieszyć. Idę za starszą panią, tym razem Victoria mnie nie powstrzymuję. Byliśmy w tyle. Jak na babcię to szybko się ruszała. Gdy otwieraliśmy usta, by się coś zapytać mówiła: "Najpierw dojdziemy, wtedy pytania". Bałam się jej. Nawet nie zauważyłam gdy przestało padać. Doszliśmy po godzinie, może dwóch, może tylko pół, do małego domku. Wyglądał jakby miał się za chwilę zawalić. Nierosły tu palmy. Tylko stare uschnięte drzewa...
-Chodźcie. Drzewa mają uszy.
-Wariatka, mówiłam ci Paula.
Jednak bez gadania weszliśmy do środka. Wnętrze było strasznie zagracone. Obrazy, słoiki, stare zakurzone książki, dziwne figurki, stara sukienka, pamiętam, że moja babcia miała podobną. Starsza pani siedziała na bujanym fotelu i wydawało się, że spała. Same usialiśmy na dziwnej sofie.
Jednak zauważyłam, ze nie spała. Patrzyła się na nas. Na mnie. Na klejnot.
-W... w czym możemy pani pomóc? -odezwałam się. Nie znosiłam ciszy i napięcia.
-Ja potrzebuję pomocy? Raczej ty.
Nerwowa cisza. Sekundy zamieniały się w godziny. Jedna... Druga... Trzecia...
-Ale w czym może nam pani pomóc. Nie mamy żadnych problemów. - Victoria daję do zrozumienia, że nie rozumie.
-A klątwa?
Znów cisza... Jedna sekunda... Druga... Trzecia... Czwarta... Piąta...
-Klątwa?! Dobra, na 100% jest pani naćpana lub chora psychicznie. Jeśli nie to jedno i drugie. No hello! Nagle przychodzi jakaś babka, gapi się na nas, zaprasza do siebie i gada, że drzewa mają uszy. Pewnie w piekarniku masz ciastka z ziółkami.
-Z tymi drzewami to przenośnia, metafora jeśli wolisz.
-Meta... co?
-A nawet jeśli mam tą całą klątwę to na czym ona polega?
-Paula!
-Ej, no weź! Lubię historię. Takie stare opowiadane przy kominku przez babcię. Ty też lubiłaś jak byliśmy małe.
-Ale jak byłam mała. Każde dziecko lubi słuchać historyjek opowiadanych przed snem.
-Dobra, dobra. To co, możemy usłyszeć tej historii o klątwie, skąd jest i wgl? Bo zawsze taka jest. Szczególnie w książkach o klątwach.
-Dobrze opowiem tam...
"Działo się to około pięćset lat temu, w Barnacle Bay. Mieszkała tam zamożna rodzina Wealth. Grace i Samuel Wealth. Mieli także małą córeczkę Felicję. Mieszkali jak królowie. Samuel prowadził podwójne życie. Był piratem. Oraz jak to bogacz miał wiele kochanek w służbie domowej. Samuel spędzał każdą noc z inną pokojówką, kucharką i opiekunkami córki. Jedną z nich była Elizabeth, miała 16 lat. Pracowała u nich z siostrą jako pokojówka. Była niewidoma. Bardzo zakochała się w Samuelu. W wzajemnością. Po dwóch latach uciekli razem do Isla Paradiso z dużą częścią majątku. Samuel nie skończył z piractwem. Pewnego dnia przywiózł z wyprawy naszyjnik. Łańcuch był z białymi klejnotami i wielkim niebieskim kamieniem. Powiedział do niej, że gdy patrzył na niego myśli o jej oczach. Naiwna była. Wierzyła w jego miłość, słowa, jak bardzo ją kocha. Pewnego dnia przyjechała w odwiedziny jej siostra. Elizabeth nie wiedziała, że kiedyś było między nią, a Samuelem. Dowiedziała się o tym w chwili zdrady. Po kolacji, Elizabeth szykowała się do spania. Od jakiegoś czasu kłóciła się z Samuelem. Spali oddzielnie. Chciała się pogodzić z nim więc ubrała naszyjnik podarowany przez niego. Gdy chciała wejść do sypialni, poczuła dziwne uczucie. Przyłożyła ucho do drzwi. Słyszała podekscytowane głosy siostry i Samuela. Czuła znajomy zapach wina i lawendy. Nie musiała być widomy by wiedzieć co się stało. Dotarło do niej, że jej ukochany, którego szczerze kochała jest podłą świnią i kobieciarzem. Co do siostry nie myślała o tym żeby zrobiła jej takie świństwo. Wybiegła z domu w sukni do spania i naszyjniku, powędrowała na plaże. Długo płakała. Jej myśli powędrowały do naszyjnika. Był dla niej wyznaniem miłości. Przeklęła jego, siostrę, naszyjnik i siebie. Weszła w wodę nie bacząc na zimno i deszcz. Zanurkowała i walcząc z siłą woli nie wynurzała się. Utonęła. Samuel i jej siostra zginęli niedługo potem. On umarł przez truciznę, jedna z jego kochanek mu dała, siostra natomiast nie mogąc sobie wybaczyć, że przez nią jej siostra umarła, zadźgała się nożem. Klejnot zaś był przeklęty. Ktokolwiek zdradzony przez dwie sobie najbliższe osoby i założy klejnot, nawet nieświadomy zdrady, lub tej dalekiej, z przeszłości. Wiele osób padło już przez Klątwę Elizabeth. Czasem objawiała się często, czasem rzadziej. Czarna Rada czasem miała nadzieje, że kamień zniknął wraz z klątwą, jednak ona ciągle trwa. Oto Klątwa Elizabeth."
Siedzieliśmy w ciszy. To co usłyszałam było trochę straszne. To niebyła zwykła historia. Było w niej coś prawdziwego.
-Dobra, wszystko jasne. Ona jest wariatką. Dzwonię po psychiatrę.

Wyciągnęła telefon. W jednej chwili zaczął płonąć. Odrzuciła go natychmiast z krzykiem. Gdy spadł na podłogę natychmiast przestał. Podniosła go, był chłodny.
-Kim jesteś do cholery?!
-Nazywam się Violett, jestem przedstawicielką Czarnej Rady.
-Że co czarnej?
-Czarnej Rady- odpowiedziałam.- W Władcy Pierścieni była Biała Rada, tu mamy Czarną Radę, trzeba mieć jakieś skojarzenie, ta Biała miała ona na celu pokonanie Saurona. Wiem, że nie czytałaś książek, ale filmy to oglądałaś. Sama mnie namawiałaś byśmy poszły na to do kina i na kupno płyty z edycją rozszerzoną, no i jeszcze jak się cieszyłaś, że wychodzi Hobbit...
-Okey, mamy przed sobą Gandalfa, ty będziesz Frodo, a ja mogę być Samem. Dobra, no to kierunek Rivendell! Może po drodze spotkamy naszych dwóch towarzyszy, Meriadoka i Peregrina! A może od razu do Mondoru?!
-Przestań się wygłupiać Victoria, to właściwie czym się ta Czarna Rada zajmuję?
-Sama zaczęłaś temat - dała mi kopniaka w kostkę.
-Czarna Rada ma na celu odszukaniu i zniszczeniu magicznych przedmiotów i artefaktów o potężnej mocy. Jeśli jakaś osoba zostanie objęta klątwą musimy mu czy jej pomóc. Jestem jedna z pięciu czarownic...
-Czyli jesteś czarownicą!
-... zajmuję teren Isla Paradiso. Jesteśmy pod różnymi postaciami. Jedną z największych plag jest klątwa Elizabeth. Od 1897 klątwa się nie objawiła więc sądziliśmy, ze kamień został zniszczony. Jednak dla bezpieczeństwa wciąż go szukaliśmy. Kolejną ofiarą była Magdalena Jones w 1996, naszyjnik z klejnotem wraz z nią spoczywał na dnie morza. Aż do dziś. Dziś znów klątwa znów działa. Niedługo zbierze żniwa. Trzeba działać. Zanim będzie za późno.
-A ja ciągle myślę, że jesteś wariatką.
-A ja nie.
-CO?!
-Po pierwsze, historia mnie przekonuję. Dwa, nie dziwię się, że jestem podjęta klątwą. Wiele razy zostałam zdradzona... No i trzy. Moje dziwne zachowanie po załorzeniu naszyjnika... Czy on cały jest zaklęty czy tylko klejnot?
-Klejnot, był dla niej...
-Dobra, dobra wiem. Wyznanie uczuć. Bla bla bla. Więc jak pozbyć się tej zarazy?
-Zniszczyć.
-Tak po prostu? Zgaduję, że tam gdzie został zrobiony. Czyli to Mordoru mój kochany Samie Gamgge!
-Przesadzasz.
-Tak trzeba go po prostu zniszczyć. Wystarczy ciach! i już. Żadnej określonej pory i miejsca.
-No to na co czekamy. Już chciałam szukać skrótu do Rivendell po naszą drużynę.
-Jeśli zdejmiesz naszyjnik lub go zniszczymy umrzesz natychmiast...
-Pocieszenie.
-... więc musisz go zdjąć.
-Przecież umrę.
-Trzeba z ciebie zrobić istotę odporną na ból i śmierć. To jedyne rozwiązanie.
-Minusy i plusy.
-Minus, śmierć trzech osób i może w przyszłości więcej. Plusy to uratowanie od rąk śmierci.
-Ale...
-Oj tam Victoria, żadne ale. Jak mam wygrać ze śmiercią no to na co czekamy! Zawsze jakaś przygoda!
-Więc dobrze, plan jest taki. Moja moc w tej postaci jest za mała by ci pomóc. Potrzebuję płonący owoc. Potrzebuję go do eliksiru dla ciebie i dla siebie bym mogła go przyrządzić.
-Gdzie go znajdziemy?
-Ciężko powiedzieć. Możecie się spytać Magdaleny, została ona w połowie uratowana. Jest duchem, wie wszystko dzięki kontaktu z światem umarłych, przychodzi na ten świat przy zachodzie słońca. Za godzinę się pojawi, musicie iść.
Wstaliśmy, Victoria wciąż niewierzyła. Nic dziwnego, była naukowcem, co poradzić. Była już na zewnątrz.
-Mam pytanie. Czy są jakieś... objawy klątwy?
-Tak, nie mamy pewnie wszystkich informacji, ale z tego co wiemy jest to omdlenia, powoli będziesz ślepnąć, majaczenia, zawsze są myśli samobójcze, próby samobójcze, prawie zawsze kończy się samobójstwem...
 -Pocieszenie.
Mieliśmy dostać się na cmentarz dla dzieci. Pewnie smutne miejsce, pełne kwiatów i łez rodziców. W końcu dotarliśmy. Były trzy groby.
-Dobra jesteśmy. Mamy coś specjalnie powiedzieć by się pokazała?
Nie trzeba było nic mówić. Gdy słońce kąpało się w morzu pojawiła się młoda postać. Była to nastolatka, może miała gdzieś 16-17 lat gdy umarła? Szła (?) wprost na nas.
Zatrzymała się i popatrzyła na nas. Uśmiechnęła się.
-Czego tu szukacie.
-Wysłała nas do ciebie Violetta. Potrzebujemy twojej pomocy.
Od razu zmieniła ton głosu, czyżby płakała?
-Czyli klątwa trwa nadal. Gdybym nie popełniła błędu dwóch niewinnych ludzi by nie zginęło. Koło mnie leżą ich groby. Moja dusza została jednak uratowana od potępienia.
-Ale jak to?
-Pogrzeb zawsze jest końcem rozdziału i książki naszego istnienia, nawet bez ciała. Jeszcze przed pogrzebem Violett uratowała mnie. Inaczej byłam by duchem bez ciała. Byłam by wciąż w tym świecie, czułam bym ból i cierpienie. Niewidoczną duszą, tak jak wszystkie.
-Potrzebujemy płonący owoc. Wiesz gdzie go znaleźć.
Słońce już zachodziło, postać Magdy powoli znikała.
-Tam gdzie słonce jest duże i piękne, zarazem plagą, złoto na wyciągnięcie ręki, tam gdzie tylko wytchnieniem jest woda.
Znikła, zdążyłam usłyszeć jej szept: "Powodzenia". Victoria patrzyła na mnie bez słowa. Umiałam powiedzieć tylko jedno.
-No to chyba jedziemy do Egiptu.

***

I koniec części drugiej. Taka ciekawostka. Nazwisko Samuela oznacza po angielsku bogactwo. Taka ciekawa ciekawostka :P. A co myślicie o reklamie Władcy Pierścienia ( dla mnie była trochę na siłę) ? Czekam na wasze komentarze :). Czytajcie, komentujcie i obserwujcie. Milion i jeden całusów.
Margaret von Cats =^.^=

Pogrywaj z Historiami

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz